WARTO KOCHAĆ, WARTO BYĆ DOBRYM

WARTO KOCHAĆ, WARTO BYĆ DOBRYM

Opublikowano 25 Grudzień 2010, autor: Bazarchandel

http://marucha.wordpress.com/2010/12/25/wywiad-z-ks-prof-waldemarem-chrostowskim/

Wywiad z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim

Posted by Marucha w dniu 2010-12-25

Doniosłość i waga tajemnicy Betlejem polegają na tym, że o ile przez akt stworzenia jesteśmy dziećmi Bożymi, o tyle przez wcielenie Syna Bożego staliśmy się braćmi Jezusa Chrystusa, a więc w pewien sposób braćmi samego Boga………………

Przyjąć Boga, który jest Miłością………………….

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Bogusław Rąpała.

Co wydarzyło się ponad 2000 lat temu w Betlejem?
– To, co się wtedy wydarzyło w Betlejem, ma decydujące znaczenie dla całej ludzkości i każdego człowieka z osobna, nawet jeżeli liczba wyznawców Chrystusa wciąż nie dorównuje liczbie mieszkańców Ziemi. Znaczenie tego niezwykłego wydarzenia nie zmieniło się ani trochę w ciągu dziejów i można je najkrócej streścić tak: Bóg w osobie Jezusa z Nazaretu, urodzonego przez Maryję w Betlejem, wszedł w ludzką historię i stał się człowiekiem. Od najdawniejszej starożytności ludzie chcieli dorównać bogom i podejmowali rozmaite wysiłki, by tak się stało. W Betlejem te kategorie zostały zupełnie odwrócone: Bóg przychodzi na świat jako człowiek, dokonuje się więc Jego przedziwne zstąpienie, którego potwierdzenie i owoc stanowi ludzka natura Jezusa.

Ludzie od zawsze byli przekonani, że Bóg istnieje.
– Prawdziwy ateizm jest zjawiskiem stosunkowo rzadkim także dlatego, że wymaga równie wielkiej odwagi jak wiara, a stawia człowieka przed przepaścią bez wyjścia. Wiara wymaga rozumu i się nim posługuje, dając ponadto pole dla emocji i wyobraźni. Stąd wynika wielość oraz rozmaitość religii, w których wyczuwano i przedstawiano mniej albo bardziej prawdziwy obraz Boga. Istniało jednak coś więcej, a mianowicie tęsknota za tym, aby Bóg był blisko, czyli aby był obecny w dziejach świata i w losach ludzi. Tę nadzieję, która wraz z wybraniem Izraela przerodziła się w pewność, podtrzymywali i rozwijali wielcy biblijni bohaterowie wiary, zwłaszcza prorocy. Nazywano Boga Ojcem Izraela, którego wybrał sobie spośród innych ludów i narodów, oraz Ojcem całej ludzkości, którą stworzył i powierzył jej potencjał przekazywania daru życia. Na rozmaite sposoby wyczekiwano szczególnej interwencji Boga, co znalazło wyraz w nadziejach mesjańskich biblijnego Izraela. Ale to, co się wydarzyło w Betlejem, a dziewięć miesięcy wcześniej w Nazarecie, wychodzi poza ramy wszelkich ludzkich wyobrażeń o Bogu oraz Jego relacji wobec człowieka i świata.

Na czym polega ta zasadnicza nowość Bożego działania?
– Bóg nie tylko ukazał nam swoje oblicze, nie tylko odpowiedział na wielkie wołanie ludzkości, by potwierdzić nam swoje istnienie i obecność, ale stał się jednym z nas. Doniosłość i waga tajemnicy Betlejem polegają na tym, że o ile przez akt stworzenia jesteśmy dziećmi Bożymi, o tyle przez wcielenie Syna Bożego staliśmy się braćmi Jezusa Chrystusa, a więc w pewien sposób braćmi samego Boga. To niezwykle piękna i wzniosła perspektywa, która pozwala nam lepiej zrozumieć, kim naprawdę jest człowiek i skuteczniej uszanować jego wielkość i godność.
Ludzie zawsze wyobrażali sobie Boga w Jego majestacie i chwale. Zarówno w religiach pogańskich, jak i w religii biblijnego Izraela oddawaniu czci Bogu towarzyszyły wystawność i splendor. Tymczasem Syn Boży przyszedł na świat jako najbiedniejszy z biednych. W taki sposób znalazła wyraz pokora Boga i Jego bezgraniczna solidarność z każdym człowiekiem. Wobec ubóstwa Betlejem nikt nie może się czuć pominięty, niezauważony, zepchnięty na margines albo niepotrzebny. W Jezusie najlepiej widać również to, co w życiu naprawdę najważniejsze. Jezus i Jego Rodzice nie mieli prawie nic z rzeczy materialnych, ale Maryja i Józef ofiarowali Dziecięciu wszystko, czego potrzebowało, to jest miłość.

Nie wszyscy jednak radośnie witali Mesjasza…
– Od samego początku temu, co wydarzyło się w Betlejem, towarzyszyła niewiara i sprzeciwy. Kiedy Jezus przychodził na świat, w sąsiedniej Jerozolimie rosło już drzewo na Jego krzyż. Ten krzyż był wpisany w całe Jego życie. Wraz z narodzinami w Betlejem stał się On znakiem sprzeciwu i również w tym względzie widać trwałą aktualność betlejemskiej nocy. Nie było dla nich miejsca w gospodzie, ale gdy się znalazło, Święta Rodzina doświadczyła znacznie poważniejszych zagrożeń. Przyszły ze strony ówczesnych władz, których przedstawicielem był król Herod. Ewangelista Mateusz napisał, że „nastawał na życie Dziecięcia, aby je zgładzić”. Również dzisiaj nie jest tak, że Bóg ma w świecie samych przyjaciół. Wprawdzie nie brakuje ludzi, którzy Go wyznają i są Mu wierni, ale nie brakuje również innych, którzy albo nie wierzą w Boga, albo się Bogu i Jego obecności w świecie mniej czy bardziej otwarcie sprzeciwiają. Jeżeli chodzi o przyczyny niewiary, wynikają one przede wszystkim stąd, że niektórzy ludzie nie dopuszczają do siebie możliwości, iż Bóg mógł tak głęboko wejść w dzieje świata, że dla nas i naszego zbawienia stał się człowiekiem. Odrzucają zatem możliwość, że Bóg stał się tak bardzo ludzki. Pod tym względem Boże Narodzenie wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem, którego sedno polega na tym, by przyjąć Boga nie takim, jakim Go sobie wyobrażamy, ale takim, jakim On jest naprawdę, czyli z Jego bezgraniczną miłością do człowieka.

Dlaczego Pan Jezus przyszedł na świat właśnie w tamtym momencie historycznym?
– Zapewne nigdy nie będziemy znali pełnej odpowiedzi na to pytanie. Gdyby się narodził gdzie indziej i w innym czasie, także byśmy je zadawali. Jesteśmy więc zdani na zgadywanie, ale mamy pewne cenne drogowskazy. Właśnie wtedy życie Izraela jako ludu Bożego wybrania zatoczyło wielkie koło. Z jednej strony istniały wytężone i silne oczekiwania oraz nadzieje mesjańskie. Przybierały one różne kształty, co sprawiało, że religia biblijnego Izraela i jego pobożność były wielopostaciowe i wielokierunkowe. Dotyczy to Palestyny oraz coraz bardziej wówczas prężnej i coraz bardziej wpływowej diaspory żydowskiej. Odnosi się wrażenie, że wołanie o wyraźne znaki Bożej obecności w świecie było pod koniec czasów Starego Testamentu bardziej natarczywe niż kiedykolwiek przedtem. Z drugiej strony Bóg, będąc Panem historii znającym wszystkie wymiary czasu, a więc nie tylko przeszłość i teraźniejszość, lecz i przyszłość, wpisał życie Syna w tamten czas dlatego, że niedługo po Jego śmierci ustało sprawowanie kultu w świątyni jerozolimskiej, a więc ustało także składanie ofiar. Nie jest zapewne przypadkiem, że około 40 lat przed zburzeniem świątyni i całkowitym zanikiem starotestamentowych obrzędów ofiarnych Jezus na Kalwarii własną krwią sprawił, że ofiary Starego Testamentu stały się niepotrzebne. W tej zbieżności możemy dopatrywać się wskazówek do właściwego zrozumienia, dlaczego Bóg wybrał tamten, a nie inny czas. Spełnienie obietnic mesjańskich oznaczało nastanie „pełni czasu”, to jest definitywną obecność Boga w świecie. Potwierdzeniem tej świadomości ze strony człowieka jest m.in. rachuba czasu i kalendarz z określeniami „przed Chrystusem” i „po Chrystusie”. Rzeczywiście, dzieje świata zostały jakby przełamane na dwie połowy. Pierwszą stanowiło żmudne i cierpliwe oczekiwanie, a drugą spełnienie się obietnic Bożych.

Wielu katolików zastanawia się, jak przyjęlibyśmy Jezusa, gdyby narodził się we współczesnym świecie.
– Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Gdyby Jezus dzisiaj przyszedł na świat, mielibyśmy do czynienia z tymi samymi paradoksami co wtedy, tyle tylko, że bylibyśmy informowani o niezwykłym wydarzeniu w nowoczesnej oprawie medialnej. Zapewne byłoby tak, że wiele stacji telewizyjnych urządziłoby transmisję, abyśmy mogli obejrzeć to, co uznano za ważne i modne. Na pewno wielu ludzi wykazałoby zainteresowanie podawanymi informacjami, otwierając się na działanie Boga. Nie zabrakłoby współczesnych „pasterzy” i „mędrców”, jak ci trzej ze Wschodu, którzy odpowiedzieliby z wiarą i entuzjazmem, ofiarując Nowonarodzonemu to, co najlepsze i najcenniejsze, czyli swoją miłość.

Nie zabrakłoby z pewnością również kontestujących to doniosłe wydarzenie.
– Z drugiej strony natychmiast pojawiliby się komentatorzy, specjaliści i politycy, a każdy z nich przedstawiałby inny punkt widzenia na temat narodzin Mesjasza. Jeden uznałby, że to niemożliwe, drugi, że nie ma większego znaczenia, a trzeci, że być może ma jakieś znaczenie, ale nie teraz i nie dla nas. Uczestnictwo w dyskusji na ten temat uznaliby za dobrą okazję do promowania własnej osoby. Dyskusja byłaby przerywana reklamami, a prowadzący spointowałby ją stwierdzeniem, że „do tematu jeszcze będziemy wracać”. Z całą pewnością mielibyśmy zatem do czynienia z taką samą niewiarą i takimi samymi oporami i sprzeciwem, które doszły do głosu wówczas, gdy Herod zadrżał na wieść o tym, że narodził się „król żydowski”. Także dzisiaj niejeden „Herod” miałby poważne obawy, iż Nowonarodzony, o którym tyle się mówi, może zagrozić jego władzy, a w każdym razie chwilowo lepiej wypada w rankingach i sondażach opinii publicznej.

Mijają wieki, a gotowość ludzi na przyjęcie Nowonarodzonego się nie zmienia…
– Ludzkość jest więc przygotowana, a zarazem nieprzygotowana na przyjęcie Jezusa Chrystusa tak samo, jak była przygotowana i nieprzygotowana ponad dwa tysiące lat temu. Najważniejsze pytanie dotyczy tego, po której stronie ja bym się znalazł, a także moje otoczenie i ci, których znam. Okazałoby się, że wiele dokonanych wyborów by nas zaskoczyło, bo granica między dobrem i złem nie przebiega między ludźmi, lecz w sercu każdego człowieka.

Dlaczego ludziom tak ciężko jest przyjąć i zrozumieć istotę Bożego Narodzenia? Wszyscy przecież pragniemy dobra, miłości, ciepła.

– To pragnienie jest w nas wpisane. Ale wielu nie wierzy, że prawdziwa miłość, dobro i ciepło są możliwe, ponieważ ich nie doświadcza bądź nie odwzajemnia. Warto być dobrym, bo dobro samo w sobie jest wartością, która stanowi nagrodę; warto kochać, bo miłość sama w sobie jest wartością, której nic nie zastąpi. Kto nie zna tych wartości ani ich nie ceni, na ogół nie potrafi otworzyć się na Boga.

W nasze pełne trosk i niedoskonałości życie wkracza sam Bóg. Na czym polega właściwe przeżywanie świąt Bożego Narodzenia?

– Na tym, żeby w swojej rodzinie, miejscu pracy i wszędzie tam, gdzie jesteśmy, wytworzyć taki klimat i taką duchową atmosferę, w której pojawią się i rozwiną wartości będące podstawą dobrego i głębokiego przeżywania tego, co stanowi prawdziwą i radosną treść świąt Bożego Narodzenia. Stając się człowiekiem, Bóg „zstąpił” do nas, abyśmy „wstąpili” do Niego, czyli dojrzewali do życia wiecznego w Jego obecności. Im więcej innym będziemy okazywać miłości, lojalności i wierności, tym bardziej będą oni w stanie przyjąć Boga, który jest Miłością.  A jeżeli człowiek raz Go doświadczy, będzie to miało ogromny wpływ na całe życie……… Dokonaliśmy ogromnych postępów w zakresie techniki, technologii i wynalazków, które ułatwiają nam życie, ale uczyniliśmy bardzo niewiele, by nasze życie nabrało sensu i znaczenia oraz takiego blasku, jaki mieć powinno………………………………

W święta Bożego Narodzenia powinniśmy sobie głębiej uświadomić, że Bóg nam niczego nie zabiera, lecz wszystko daje…… Nie powinniśmy mylić wolności ze swobodą ani swawolą, bo te nas zubożają i niszczą.Bóg w Jezusie Chrystusie powołuje nas do życia w wolności, a wolność polega nie tyle na wybieraniu między dobrem a złem, bo to zaledwie minimum, ile na wybieraniu coraz większego dobra………………..

Dziękuję za rozmowę.

***************************************************************

Piotr powiedział/a

2010-12-24 (piątek) @ 18:24:04

Nie tek dawno znalazlem ten tekst i mysle ,ze jest bardzo na czasie .Pozdrawiam wszystkich tych ,ktorym zalezy na istnieniu naszego kraju i tych ,ktorzy w dalszym ciagu znajduja sie w letargu . Weoslych Swiat
Czy to nie zdumiewające, że George Carlin – komik lat 70′ I 80′ – napisał coś tak wymownego…i tak odpowiedniego…….

Przesłanie od George Carlin:

Paradoksem obecnych czasów w historii jest to, że mamy wyższe budynki, ale mniejszą cierpliwość, szersze autostrady, ale węższe poglądy.

Wydajemy więcej, ale posiadamy mniej, kupujemy więcej, ale odczuwamy rzadziej przyjemność. Mamy większe domy i mniejsze rodziny, więcej wygód, ale mniej czasu. Mamy więcej tytułów, wyższe wykształcenie, ale mniej rozsądku, więcej wiedzy, ale mniej opinii, więcej specjalistów, a jednocześnie więcej problemów, bardziej rozwiniętą medycynę, ale gorsze zdrowie.

Pijemy za dużo, palimy za dużo, wydajemy zbyt lekkomyślnie, śmiejemy się za mało, jeździmy za szybko, zbyt szybko się złościmy, chodzimy zbyt późno spać, wstajemy zbyt zmęczeni, czytamy za mało, oglądamy za dużo telewizji, i modlimy się zbyt rzadko.

Pomnożyliśmy nasz dobytek, ale ograniczyliśmy nasz system wartości.

Mówimy za dużo, kochamy za mało, I nienawidzimy za często.

Nauczyliśmy się jak przeżyć, ale nie jak żyć. Dodaliśmy życiu lat a nie latom życia. Przebyliśmy całą drogę na Księżyc i z powrotem, a mamy problem z przejściem przez ulicę, aby poznać nowego sąsiada. Podbijamy wszechświat, ale nie nasze wnętrze. Dokonujemy większych rzeczy, ale nie lepszych rzeczy.

Oczyszczamy powietrze, ale zaśmiecamy dusze. Poznaliśmy atom, ale nie pokonaliśmy naszych uprzedzeń. Piszemy więcej, ale uczymy się mniej.

Planujemy więcej, ale realizujemy mniej. Nauczyliśmy się śpieszyć, ale nie czekać. Produkujemy więcej komputerów, aby przechowywały więcej informacji, wytwarzamy więcej kopii niż kiedykolwiek, a komunikujemy się mniej i mniej.

To są czasy Fast food i wolnego trawienia, wielkich ludzi I małych charakterów, wysokich zysków i płytkich związków. To są czasy dwóch wypłat i zwiększonej liczby rozwodów, piękniejszych domów, ale rozbitych rodzin. To są czasy szybkich wycieczek, pieluszek jednorazowych, odrzuconej moralności, związków na jedną noc, otyłych ciał, i pigułek, które zrobią wszystko od polepszenia nastroju, do wyciszenia, czy nawet zabójstwa. To czas, w którym jest tak wiele na „wystawie” i nic w „magazynie”. Czas, w którym technika może doręczyć Ci ten list, I czas, w którym możesz wybrać by podzielić się tą wiadomością, lub wybrać przycisk Delete.

Pamiętaj, spędzaj więcej czasu z tymi, których kochasz, gdyż nie będą zawsze przy Tobie.

Pamiętaj, Powiedz miłe słowo komuś, kto spogląda na Ciebie z respektem i podziwem, gdyż ten mały człowiek wkrótce dorośnie i pójdzie swoją drogą.

Pamiętaj, uściskaj osobę obok Ciebie, gdyż uścisk jest jedyną rzeczą, którą możesz dać prosto z serca i nie kosztuje ani grosza.

Pamiętaj, mówić, „Kocham Cię” Twojemu partnerowi I tym, których kochasz, ale przede wszystkim naprawdę wyrażać to szczerze. Pocałunek i uścisk uleczą ranę, jeżeli pochodzą, z głebi serca.

Pamiętaj trzymać się za ręce i przywiązywać do tego dużą wagę gdyż pewnego dnia ten człowiek nie będzie już obok Ciebie.

Miej czas żeby kochać, miej czas żeby rozmawiać! I miej czas by dzielić się cennymi myślami.

I ZAWSZE PAMIĘTAJ:

Życie nie jest mierzone liczbą oddechów, ale liczbą momentów, które zapierają nam dech w piersiach.

George Carlin

****************************************************************************

***************************************************************

Słowa płynące z serca a nie z głowy…………….
Tak jak on powiedział „że się modlił z serca a nie z głowy”…..Kto szuka znajduje i nie tylko głową ale przede wszystkim sercem – brawo dla odtwórcy roli…….niesamowita postać, wydaje się że odpowiedni człowiek został wybrany do tej roli.

Przepiękne świadectwo. Mądre słowa mądrego człowieka…………

*********************

Wywiad z Jimem Caviezel odtwórcą Jezusa w filmie

„Pasja”

Jak przygotowujesz się do roli Syna Bożego?
To dobre pytanie. Jak się przygotować?
Przez ogień. Patrząc wstecz, widzę dwa słowa: – nieugaszony ogień.
Cierpienie było nie do zniesienia.
Charakteryzacja trwała od drugiej nad ranem i trwała do dziesiątej.
Odosobnienie i nuda. Może nie nuda, ale niewygodna pozycja. Nie można było odpocząć/ usiąść wygodnie.
Codziennie było to samo. Hipotermia, rozłożone ramiona – to wszystko wymusiło modlitwę.
Musiałem poszukać jakiegoś szczególnego miejsca.
Nie mogłem już wytrzymać.
Powiedziałeś, że poszedłeś się modlić. Czy wierzyłeś w modlitwę zanim przyjąłeś tę rolę?
Jesteś wierzący?
Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Myślę, że wielu wie, o czym mówię.
Dlaczego miałbyś narażać się na prześladowania, jeśli nie wiedziałbyś, że w tym jest prawda/sens?
Byłem na tym krzyżu. Może i grałem Chrystusa, ale wiele razy czułem się jak szatan.
Miałem nieprzyzwoite myśli, chcące się ze mnie wydostać.
Było tak zimno, jakby noże przeszywały moje ciało.
Miałem hipotermię. Nie wiem, czy kiedykolwiek miałeś z tym do czynienia.
Jednego dnia było mi tak zimno, że nie mogłem wypowiedzieć swojej kwestii.
Usta trzęsły mi się niepohamowanie. Zdrętwiały mi ręce i nogi.
Dusiłem się na tym krzyżu. W międzyczasie, widzisz, jak ludzie piją kawę i śmieją się.
Byli obojętni wobec tego, przez co przechodziłem.
Tak zachowywała się cała obsada, ekipa filmowa?
Nie. Mieliśmy bardzo życzliwych ludzi.
Jak w całej ludzkości – byli ludzie współczujący i obojętni, oraz ludzi, których to wszystko odrzucało.
Widząc to, chciałem wykrzyknąć całym sobą, żeby się zamknęli, odeszli sobie.
Co było przeciwieństwem do tego, co zrobił Jezus, przebaczając swoim wrogom.
W takim razie, jaka jest twoja rola ?
Jestem rzemieślnikiem. Jestem aktorem.
Gdzie jest to miejsce ?  Gdzie On zmierza ?
Więc moja modlitwa musiała płynąć nie stąd, ale prosto z serca…
Ciężko było oglądać sceny biczowania.
Ciągnęły się tak długo. Dosłownie liczyłem każde uderzenie.
W kinie obserwowałem, jak ludzie siedzący przede mną, odwracali wzrok, bo nie mogli dalej na to patrzeć.
Powiedziałeś coś bardzo krytycznego w tym miejscu.
Ludzie odwracają wzrok, gdy to widzą, ale to, co widzą to jest ich własny grzech.
Często to brak chęci radzenia sobie z własnym grzechem.
Aż tak trudno jest na to patrzeć.
Film zmusza cię, abyś spojrzał na siebie nie tak, jak ty tego chcesz, ale tak, jak widzi cię Bóg.
Nie ma tu biernych widzów.
Co miało w tym największy wpływ na ciebie? Potrafiłbyś wyodrębnić jakiś moment?
Będę z tobą szczery. Nie potrafię nawet mówić o tym, przez co przeszedłem.
Czułem czasami jakby wielka obecność przeszła przeze mnie podczas kręcenia filmu.
Modliłem się o to, żeby ludzie widzieli nie mnie, ale chciałem, żeby widzieli Jezusa.
To dzięki temu ludzie będą się nawracać.
Pragnąłem tego bardziej niż czegokolwiek. Żeby ludzie w końcu podjęli decyzję, czy iść za Jezusem, czy nie.
I jest to ten jedyny wybór. Albo idziesz za Nim, albo nie. Jesteś albo z Nim, albo przeciwko Niemu.
Będą ludzie, którzy to wszystko odrzucą. Ale są też i tacy, dla których bycie chrześcijaninem jest ich całym życiem.
Jest to poważne, gdyż oni wiedzą, czym tak naprawdę jest Ciało Chrystusa. Wiedzą, co to znaczy.
Wielu z naszych żydowskich braci jest przerażonych.
Ludzie podchodzą do mnie i mówią: Jim, Te meile, czytałeś to wszystko? To jest straszne.
Nie zabiłem Chrystusa.
Ja odpowiadam, że ludzie, którzy stali tam przed Chrystusem podczas skazania na śmierć nie potępiają całej rasy za śmierć Chrystusa.
Tak samo jak działania Mussoliniego nie potępiają wszystkich Włochów, albo okropne zbrodnie Stalina nie potępiają wszystkich Rosjan.
My wszyscy jesteśmy winni. Moje grzechy, tak samo jak i twoje przybiły Go do krzyża.
Przytoczyłem to, bo jest to dość istotne.
Chciałbym, żeby moi żydowscy bracia obejrzeli ten film.
Pragnę, żeby ludzie mojej wiary, którzy sądzą, że jest to film antysemicki, obejrzeli go.
Chcę, żeby ludzie niewierzący zobaczyli ten film. Ten film nikogo nie obwinia.
Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za śmierć Chrystusa…

************************************************************************

http://palestyna.wordpress.com/2010/12/27/jezus-byl-palestynczykiem-i-dlaczego-to-wazne/

Wolna Palestyna

27/12/2010

Jezus był Palestyńczykiem i dlaczego to ważne

Filed under: Uncategorized — palestyna @ 00:51

Jehanzeb Dar

Ze względu na współczesne alarmistyczne reakcje na słowo „Palestyna”, wielu nie-Arabów i nie-muzułmanów obraża się, gdy twierdzi się, że Jezus był Palestyńczykiem (pokój z Nim).

Tej rozmowie często towarzyszą pochodzenie etniczne Jezusa, kolor skóry i kultura, ale niewiele osób jest skłonnych uznać fakt, że nie był Europejczykiem. Zwykły spacer świątecznym działem waszego miejscowego sklepu pokaże wam dominujący obraz Jezusa: blond włosy, niebieskie oczy, biały człowiek.

Islamofobia i anty-arabska propaganda uwarunkowały nas, by postrzegać Palestyńczyków jak nic innego tylko pozbawionych serca zamachowców samobójców, „terrorystów”, i „wrogów wolności i demokracji”. Stałe oczernianie i demonizacja Palestyńczyków przez media, w przeciwieństwie do gloryfikacji Izraela, przeszkadza nam w zauważeniu poważnych spraw takich jak kryzys uchodźców palestyńskich, ofiary okropnego 3-tygodniowego ataku izraelskiego na Gazę w zimie 2008-2009, dziesiątki tysięcy bezdomnych Palestyńczyków oraz wiele innych zmagań, o których nieustannie donoszą działacze na rzecz praw człowieka z całego świata.

Mówienie z perspektywy Palestyńczyków, zwłaszcza w zwykłych nie-arabskich i nie-muzułmańskich warunkach, wywołuje kontrowersję z powodu postawienia znaku równania między Palestyńczykami i gwałtownymi stereotypami. Dlatego też, jak mógłby Jezus należeć do narodu, o którym uczy się nas, byśmy go demonizowali?

Kiedy rozmawiam o tym, zauważam następujące odpowiedzi: „Nie, Jezus był Żydem”, albo „Jezus nie jest muzułmaninem”. Dla mnie ten błąd nie jest zaskoczeniem, ale z pewnością jest odkrywczy. Bycie Palestyńczykiem nie oznacza, że jest się muzułmaninem, i odwrotnie. Przed brutalnym i niesprawiedliwym wywłaszczeniem rdzennych Palestyńczyków podczas tworzenia państwa Izrael, wyraz „Palestyna” był terminem geograficznym odnoszącym się do palestyńskich muzułmanów, palestyńskich chrześcijan i palestyńskich żydów. Choć większość Palestyńczyków obecnie jest muzułmanami, to znaczna mniejszość palestyńskich chrześcijan nie jest zauważana, zwłaszcza przez zachodnie media.

Dominująca narracja nie tylko zniekształca i wypacza palestyńską walkę jako konflikt religijny między „muzułmanami i żydami”, ale konsekwentnie wpycha życie palestyńskich chrześcijan w „niebyt”. Dlatego też, z powodu niechęci mediów do opisywania doświadczeń i historii palestyńskich chrześcijan, nie jest zaskoczeniem, kiedy biali Amerykanie są zdumieni faktem, że palestyńscy i arabscy chrześcijanie rzeczywiście istnieją. Ktoś może twierdzić, że samo istnienie palestyńskich chrześcijan stanowi zagrożenie, gdyż to zniekształca zdecydowaną i bardzo uproszczającą narrację „muzułmanin kontra żyd”. Poznanie wielu palestyńskich chrześcijan przeciwnych izraelskiej okupacji wojskowej jak również żydów przeciwnych tej okupacji to pokazanie większej liczby głosów, perspektyw i złożoności konfliktu, przedstawianego ogromnie jednostronnie, anty-palestyńsko i anty-muzułmańsko.

Jeszua (aramejskie imię Jezusa) urodził się w Betlejem, palestyńskim mieście na Zachodnim Brzegu i ojczyźnie jednej z największych palestyńskich społeczności chrześcijańskich. Kościół Narodzenia, jeden z najstarszych kościołów na świecie, znaczy miejsce narodzenia Jezusa i jest święty dla chrześcijan i muzułmanów. Kiedy turyści z całego świata przyjeżdżają do tego miejsca, muszą przechodzić przez izraelskie posterunki i blokady drogowe. Izraelska budowa bariery na Zachodnim Brzegu również ogranicza podróż dla lokalnych Palestyńczyków. W kwietniu 2010 roku izraelskie władze zakazały palestyńskim chrześcijanom wejścia do Jerozolimy i odwiedzenia Kościoła Grobu Pańskiego w czasie Wielkanocy. Yosef Zabaneh, palestyński chrześcijanin, kupiec z Ramallah, powiedział: „izraelska okupacja Gazy i Zachodniego Brzegu nie rozróżnia nas i traktuje wszystkich Palestyńczyków z pogardą”.

Komentarz Zabaneha nawiązuje do ustawicznej dehumanizacji Palestyńczyków, jak również do likwidacji Palestyńczyków – chrześcijan i muzułmanów. Obsadzając ciągle Palestyńczyków w rolach łotrów, nawet określenie „Palestyna” nabiera złych konotacji. Odmawia się uznania np. tego, że wyraz „Palestyna” używany był już w V wieku pne przez starożytnego greckiego historyka Herodota. John Bimson, autor „The Compact Handbook of Old Testament Life” [Kompaktowy podręcznik życia starotestamentowego] zauważa obiekcje dla użycia terminu „Palestyna”:

Określenie to pochodzi od Filistynów. W V wieku pne Herodot wydaje się używać terminu Palaistine Syria (= Syria Filistyńska) w odniesieniu do całego regionu między Fenicją i górami Libanu na północy i Egiptem na południu… Obecnie nazwa „Palestyna” ma podtekst polityczny, co wielu uznaje za niewłaściwe, i z tego powodu niektórzy pisarze umyślnie unikają jej używania. Ale alternatywy są albo zbyt niezręczne, by używać ich wiele razy, albo są niedokładne, kiedy odnoszą się do pewnych epok, dlatego „Palestyna” pozostaje pożytecznym terminem…

Umyślne unikanie użycia terminu „Palestyna” nie tylko zniekształca historię, ale również wzmacnia anty-palestyński rasizm jako akceptowany. Kiedy bada się argumenty przeciwko temu, że Jezus był Palestyńczykiem, można wyczuć znaczny stopień wrogości, wycelowany zarówno w Palestyńczyków jak i muzułmanów. Nie można zrobić nic innego niż zastanawiać się, czy jest coś groźnego w identyfikowaniu Jezusa jako Palestyńczyka? Prof. Jack D. Forbes tak pisze o wielokulturowym i wieloetnicznym środowisku Jezusa:

Kiedy Rzymianie zdominowali te tereny, używali nazwy Palestyna. Dlatego kiedy urodził się Jehoszua [Jezus], był Palestyńczykiem, tak jak wszyscy mieszkańcy tego regionu, żydzi i nie-żydzi. Był również Nazarejczykiem (urodzony w Nazarecie) i Galilejczykiem (urodzony w regionie Galilei)… W owym czasie Palestynę zamieszkiwali żydzi – potomkowie Hebrajczyków, Kananejczyków i wiele innych narodów semickich, jak również Fenicjanie, Syryjczycy, Grecy a nawet Arabowie.

Pomimo tych faktów są tacy, którzy wykorzystują argument daltonizmu. „Nie jest ważne, z jakiej grupy etnicznej pochodził Jezus, ani jakiego koloru miał skórę. Nie jest ważne, jakim posługiwał się językiem. Jezus jest dla wszystkich ludzi, czarnych, białych, brązowych, żółtych itd.” Podczas gdy jest to wyrażenie w dobrych intencjach inkluzywności i uniwersalizmu, mija się z celem.

Kiedy widzimy tak liczne wizerunki Jezusa jako białego Euro-Amerykanina, należy przywołać etnocentryzm i rasowość. W odniesieniu do języka np., Neil Douglas-Klotz, autor „The Hidden Gospel: Decoding the Spiritual Message of the Aramaic Jesus” [Ukryta Ewangelia: Rozszyfrowanie przekazu duchowego aramejskiego Jezusa], podkreśla znaczenie rozumienia, że Jezus mówił po aramejsku, nie angielsku, i że jego słowa, jak również poglądy, musiały być rozumiane w świetle języka i duchowości Bliskiego Wschodu. Douglas-Klotz podaje interesujący przykład, który przypomina mi bogate wnętrze i znaczenie wyrazów arabskich, urdu i farsi, zwłaszcza wyraz odnoszący się do „spirit” [duch]:

Kiedy Jezus mówił o duchu, to musimy pamiętać, że musiał używać wyrazu aramejskiego lub hebrajskiego. W obu tych językach ten sam wyraz oznacza ducha, oddech, powietrze i wiatr. Tak więc „Duch Święty” to także „święty oddech”. Dualizm ducha i ciała, który w naszych językach zachodnich często przyjmujemy za pewnik, odpada. Jeśli Jezus wypowiadał słynne zdanie o mowie czy grzechu przeciwko Duchowi Świętemu (np. w Łk 12:10), to jakoś na Bliskim Wschodzie wchodzi tu również pojęcie oddechu. [Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone – przyp. tłum.]

Oczywiście, nikt nie jest lepszy od innego pod względem kultury, języka, lub koloru skóry, ale ignorowanie sposobu, w jaki wykorzystywano białość Jezusa do podporządkowania i dyskryminacji mniejszości rasowych na Zachodzie i w wielu innych krajach, to przeoczenie innego ważnego aspektu nauki Jezusa: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Malcolm X napisał o białych rasistach i właścicielach niewolników wykorzystujących chrześcijaństwo do uzasadnienia swojej „wyższości rasowej” i „moralnej” wobec czarnych. Używając słów Malcolma „Święta Biblia w rękach białego człowieka i jej interpretacja była największą ideologiczną bronią do zniewolenia milionów nie-białych ludzi”. W całej historii, czy to w Jerozolimie, Hiszpanii, Indiach, Afryce lub Ameryce, biali tzw. „chrześcijanie” kultywowali zniekształconą interpretację religii, zgodną z ich rasistowskim, kolonialnym programem.

I oto jesteśmy w XXI wieku, gdzie islamofobia (również wynikająca z rasizmu, ponieważ religia islamu jest urasowiana) rośnie, gdzie ludzie nazywający się „chrześcijanami” boją się mieć czarnego prezydenta, gdzie członkowie Ku Klux Klanu i ruchy anty-imigracyjne zachowują się tak, jakby Jezus był nietolerancyjnym białym amerykańskim rasistą, który mówił tylko po angielsku, mimo urodzenia się na Bliskim Wschodzie. To zdumiewające, jak tzw. „chrześcijanie”, jak np. Ann Coulter, muzułmanów nazywają „szmacianymi głowami”, gdy w rzeczywistości sam Jezus również pasuje do profilu „szmacianej głowy”. Tak jak Mojżesz, Józef, Abraham i reszta Proroków (pokój im wszystkim). Jak pisze William Rivers Pitt:

Brzydka prawda, która nigdy nie dociera nawet do większości Amerykanów jest taka, że Jezus wyglądał o wiele bardziej jak Irakijczyk, jak Afgańczyk, jak Palestyńczyk, jak Arab, niż którykolwiek z tych obrazów, które zdobią ściany amerykańskich kościołów od morza do morza. To był niewygodny fakt przed 11 września. Po ataku stało się prawie moralnym nakazem, by postawić możliwie jak największy dystans pomiędzy Amerykanami i narodami Bliskiego Wschodu. A teraz sugestia, że Jezus dzielił pochodzenie genealogiczne i podobieństwo fizyczne z ludźmi siedzącymi w klatkach dla psów w Guantanamo, to jakby taniec na krawędzi zdrady.

Bez uznania Jezusa jako rodowitego człowieka z Bliskiego Wschodu – Palestyńczyka – który mówił po aramejsku – języku semickim, protoplasty języków arabskiego i hebrajskiego – Zachód będzie nadal postrzegał islam jako „obcą religię”. Zbrodnie nienawiści i dyskryminacyjne przepisy wobec muzułmanów, Arabów i innych postrzeganych jako muzułmanie, będą się utrzymywać. Będą oni nadal traktowani jako „obcy kulturowo”. Co ciekawe, chrześcijaństwa i judaizmu nigdy nie uważa się za „obce religie”, pomimo bliskowschodniego pochodzenia, jak islam. Jak podkreśla Douglas-Klotz, uznanie Jezusa jako rodowitego człowieka z Bliskiego Wschodu „pozwoli chrześcijanom zrozumieć, że myśl i przekaz” Jezusa pochodzą z „tej samej ziemi, tak jak tradycje żydowskich i muzułmańskich braci i sióstr”.

Jezus raczej nie wybierałby jednej rasy czy grupy ludzi nad inną. Wierzę, że potępiłby dzisiejszą demonizację i dehumanizację palestyńskiego narodu, a także kłamstwa o nim, które podsycają tylko ignorancję i etnocentryzm. Jako muzułmanin wierzę, że Jezus był prorokiem Boga, i gdybym miał cokolwiek do powiedzenia na temat ducha Bożego Narodzenia, opierałoby się to na charakterze Jezusa: pokorze, współczuciu i miłości. Miłości, w której wszyscy ludzie, bez względu na pochodzenie etniczne, rasę, kulturę, religię, płeć i orientację seksualną są respektowani i doceniani.

I w tym duchu, życzę wam wesołych świąt Bożego Narodzenia. Alaha Natarak (aramejskie: Bóg z wami).

Tłumaczenie: Ola Gordon, korekta własna

Źródło: muslimreverie.wordpress.com
Za: stopsyjonizmowi.wordpress.com

.

**********************************************************************

Jezus

nie byl Żydem (JUDE jczykiem)

– bo nie pochodził z Judei (ojczyzny wspólczesnych żydów) a z Galilei – terenu dawnego Królestwa Izraela zamieszkalego przez 10 „zaginionych” pokoleń Izraela, który w jego czasach byl juz badzo wymieszany etnicznie – wskótek migracji hebrajczyków przez basen m. Sródziemnego i lądem w kierunku Europy i Azji oraz przesiedleń (do i z) dokonywanych przez babilonskich i asyryjskich zdobywców. Tak wiec moze nawet nie byl hebrajczykiem, jego tytul Nazarejczyk byl uzywany w niektórych sektach semickich (ale nie hebrajskich) zamieszkujacych region i oznaczal Mistrza. Judejskich kaplanów – strazników tradycji ich starotestamentowego zazdrosnego boga wyzywal od „dzieci Szatana, ojca klamstwa” (Jan).

Dlaczego panuje przekonanie o żydostwie Chrystusa?Prawdopodobnie jest to element ich planu dezinformacji i stworzenia Katolicyzmu – zafalszowanej religii dla mas………… Dlatego zamiast być podziwianym w koronie i z tytulem Króla Planety Ziemia, wisi w kazdym naszym smutnym kościele na krzyżu, tak jak Bestia chce – żebysmy go widzieli, w chwili ziemskiego poniżenia……………

Ja wam mówie: tam już go nie ma, to sie wypelnilo.

On teraz przebywa z Ojcem w Królestwie Bożym i

obserwuje nas wszystkich do czasu wyznaczonego

dnia powrotu na tę planetę. Dlatego zdejmijcie go z

krzyża w swoich światyniach, zamiast cierniowej –

załużcie mu w duchu koronę ze złota i oddajcie

chwałę jako Królowi waszej planety !!!

Eumenes

*********************************************************************

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s